4/21/2017

MOJA OPINIA: Balea AQUA Nawilżający roll-on pod oczy z ekstraktem z alg

Wyprawa do Niemiec kosztowała mnie dużo wytrzymałości fizycznej ale i tak 'frunęłam" tam niczym gołębica (może nieco ociężała ale to pomijamy)- po prostu wiedziałam, że odwiedzę drogerię DM. Nie wspomnę o zapasach żeli pod prysznic na rok do przodu... Ale w końcu nie samymi tanimi żelami pod prysznic człowiek żyje. Bardzo zaciekawiła mnie ich seria pielęgnacyjna do twarzy. Ja jak to głupia istota uczyć się nie chciałam i z niemieckiego znam tylko Guten Tag i Milch:D Opakowanie wybrałam 'na oko'. Niebieski kolor mocno zasugerował funkcję kremu.

APLIKACJA: może się odbywać na dwa sposoby. Albo korzystamy z metalowej kulki, która zawsze jest przyjemnie chłodna i równocześnie wyciskając krem z opakowania, wmasowujemy go w skórę wokół oczu. Przy okazji wykonujemy masaż drenujący. Odczucie świeżości jest bardzo przyjemne. Drugi sposób aplikacji jest bardziej przeze mnie preferowany- nie lubię specjalnie sąsiedztwa metalowych elementów w okolicach moich patrzałek. Z tubki wyciskam odpowiednią ilość kremu
i go wklepuję bądź rozsmarowuję opuszkami palców.
CENA: było to nieco dawno ale sądzę, że nie więcej niż 3 euro czyli ok. 12zł.
DZIAŁANIE: odczuwalne natychmiast odświeżenie spojrzenia, nawilżenie i ulga. Troszkę jakbyśmy przemyli twarz chłodną wodą.
FORMUŁA: lekka, pomiędzy kremem a żelem, szybko się wchłania i uważam, że nie wpływa na utrzymywanie się korektora pod okiem w żaden sposób.
ZAPACH: brak, co jest zdecydowanym plusem. Mocno perfumowane produkty pod oko nie są wskazane w przypadku płaczliwych ocząt.

Największa zaleta?
Brak zapachu, który mógłby podrażnić dodatkowo oczy.
Podsumowanie.
Uważam, że krem przeznaczony jest dla osób z mało wymagającą skórą wokół oczu. Zadowolone będą osoby młodsze, szukające produktu odpowiedniego dla ich wieku i potrzeb- lekkie nawilżenie i raczej nic poza tym. Krem świetnie sprawdzi się także na okresy letnie, nie obciążając delikatnej skóry wokół oczu. Kosztował on ok 12zł więc nie spodziewałam się cudów na kiju. Uważam, iż
w stosunku do ceny sprawdził się bardzo dobrze. Ja będę mimo wszystko szukać produktu, który przez dłuższy czas będzie nawilżał i pielęgnował skórę wokół oczu.

4/20/2017

Nowości. Po przerwie zdrowotnej.

Niestety, nie będą to nowości ani lutego ani marca. Potraktuję to zbiorczo. Jak wiecie od dziś jest -50% w Rossmannie gdzie nie mam niestety zamiaru szaleć.
Ostatnie dwa miesiące ucztowały w interesujące promocje w perfumeriach i drogeriach, którym nie sposób było się oprzeć. Coś dla ciała i.. dla twarzy.;)
Wiodącą prym w kosmetykach opalających jest marka St. Tropez. Do dyspozycji mam delikatny peeling oraz stopniowo opalający balsam do ciała pod prysznic w odcieniu medium. Dwie pomadki Clinique. Na Clinique Pop Liquid Matte w numerze 01 polowałam od 4 miesięcy. Drugą sztukę myślę, że przeznaczę na prezent.
Coś dla ciała, a więc walkę z moją odwieczną zmorą cellulitem zaczynam ramię w ramię (albo udo w butelkę) z marką Collistar i ich osławionym kriożelem. Ponoć mrozi do szpiku kości;)
Yoskine i ich balsam ujędrniający- będę go stosować do brzuszka, może pomoże skórze się zregenerować i odzyskać sprężystość. Na chwilę obecną musi poczekać aż blizna się bardzo dobrze zagoi.
Dwie miniatury marki Collistar: głęboko nawilżająca maseczka do twarzy z wodą z magnolii (z różową nakrętką) oraz słynna bogata i super odżywcza pomada do ciała w mini wydaniu.
Krem pod oko z Collistar'a z kwasem hialuronowym i peptydami z serii Pure Actives miałam okazję wypróbować szybciej i uwielbiam ten krem! Pluming Gloss to błyszczyk w przepięknym różowym kolorze, który daje efekt chłodzenia i lekkiego mrowienia przez co nasze usta są wygładzone i wypełnione (wiem bo już też używałam;)).
Dwie miniaturki z Clarins są prezentami przy zakupie mojego upragnionego podkładu Everlasting w kolorze 103 (no przecież że najjaśniejszy). Skusiłam się także na podkład rozświetlający od Dr Irena Eris. Szkoda, że na dzień dobry wiem, iż będzie za ciemny :/. Polska marka, a kolory jak dla wybrzeża Florydy.
A tu chyba najbardziej użytkowe rzeczy typu: tonik do twarzy z Lidl'owskiej marki Cien za 5zł oraz bronzer za 4zł:D. Dalej płyn micelarny od Loreal Paris w nowym wydaniu. Oby ten sprawdził się równie dobrze jak jego poprzednik. Clarena i maska algowa ze śluzem ślimaka- próbowałam i mój zapał został ostro zgaszony. Catrice i nowy płynny kamuflaż w odcieniu 005 daje mi nadzieję, że to wreszcie będzie odpowiedni kolor. Pomadka Sylveco jest moim ulubieńcem do pielęgnacji ust, a to po prostu jej kolejny egzemplarz. Babuszka Agafia- mają takie ceny, że nie potrafiłam się powstrzymać by po prostu wyjść o pustych rękach. Delikatny szampon przeciwłupieżowy oraz balsam do włosów- aktywator wzrostu. Nowy podkład z Rimmel'a Fresher Skin w najjaśniejszym odcieniu 001. Kupując go miałam nadzieję na leciutki, niewyczuwalny podkład na skórze z myślą o lecie. No i kultowy produkt do skórek od Sally Hansen- będzie u mnie na wieki bo już wiem, że jest straszliwie wydajny.
Troszkę się tego uzbierało. Pora ze wszystkiego korzystać i mam na dzieję, cieszyć się tym.

Od dziś wyczekana przez wszystkie maniaczki makijażu promka w Rossmannie, więc przypuszczam, iż wysypie się multum postów na temat zakupów. Czekam, chwalcie się co fajnego upolowałyście:) Ja stałam dziś w sklepie i odkładałam produkty z koszyka-trzeba w końcu nad sobą panować ;)

3/12/2017

Paletki z My Secret. Gdzież się podziały??

Dziś post pełen wspominek. Swego czasu był szał na paletki z My Secret. Komplet 4 cieni, którymi wykonami makijaż oka, i to nie jeden! Cienie dobrze napigmentowane, może odrobinę traciły przy rozcieraniu no ale dajcie żyć- to były sumy rzędu 8zł!  Jedną paletkę wygrałam. Ta o nazwie Romantic Date z powodzeniem towarzyszy mi w podróżach. Ta o nazwie Revolt Against The Nude widzi światło dzienne gdy poczuję zew natury i pragnę szaleństwa na powiece. Dysponuję jeszcze dwiema paletkami nigdy nietkniętymi palcem zniszczenia aczkolwiek... No właśnie! Czy ktoś z Was widział w ostatnim czasie jakąś nową edycję? Gdzieś zapomniane pojedyncze sztuki leżą na wyprzedażach, a przecież produkt ten to najlepszy dowód, że za obłędnie niską kwotę możemy mieć solidne cienie. Świat pcha maszynę biznesu, my pragniemy udoskonalenia, a na rynku co któryś dzień pojawia się nowy kosmetyk. Jak był szał na paletki z My Secret tak teraz nikt już o nich nie pamięta.
I jak nie kochać tak uniwersalnych kolorów?

Cieszę się, że My Secret wychodzi na rynek z nowymi produktami przez co marka dynamicznie się rozwija. Mam nadzieję, że poziom zostanie utrzymany a kolejne produkty do oczu (o ile się pojawią) będą jeszcze lepsze:)
A Wy macie jakiś kosmetyk, na który spoglądacie z czułością, bo przecież jeszcze nie tak dawno biegałyście jak wściekłe osy po całym mieście by go zdobyć, a teraz leży nieużywany?;)

3/05/2017

Wibo, Neutral Eyeshadow Palette

Paletkę upolowałam na jednej z Rossmann'owskich wyprzedaży -49% i żeby było śmieszniej, to jedyny kosmetyk, który zafundował mi mój mężczyzna. I chyba ostatni:P
Producent twierdzi, że jest to: uniwersalna paleta cieni w naturalnych odcieniach ziemi. 15 kultowych kolorów dla każdego typu urody. Od matowych jasnych kolorów, rozświetlających w tej samej gamie, po czernie, grafity i brązy matowe i rozświetlające. (...) Wysoka jakość cieni o idealnej gładkiej powierzchni. Kolory zapewniają głębokie odcienie, idealne krycie i wyjątkową trwałość.
CENA: w promo 15zł. Normalnie 29,99zł. Dostajemy 15g cieni co w przeliczeniu na 1 sztukę daje 1g:)
FORMUŁA/APLIKACJA: paleta posiada wszystkie cienie, które są nam potrzebne. Matowy beż, matowe brązy w kilku odcieniach i mocne błyski kończąc na matowej czerni. Co prawda, ta ostatnia wypada w zestawieniu najsłabiej bo trzeba bardzo się postarać by wydobyć z niej głębię na powiece. Jeżeli chodzi o maty to łatwo się rozcierają i spokojnie mogą być nakładane pędzlami a ich efekt może być stopniowany. Co do cieni błyszczących tu zalecam aplikację paluchami- pędzlem się nieziemsko pylą i osypują. Strasznie:/ Jeszcze zostaje aplikacja pędzlem na mokro ale i tak lepszy będzie paluch.
OPAKOWANIE: leciutkie, kartonowe i ma lusterko! Zamknięcie na magnes plus dodatkowy ochronny kartonik do którego wsuwamy paletkę, który ją chroni. Co prawda matowa czerń łapie tłuste paluchy ale co tam:P
PIGMENTACJA: porządna jak na cenę 15-30zł ale z nóg Was nie zwali. Jeżeli ktoś szuka palety do lekkiego dziennego makijażu to będzie ona najzupełniej odpowiednia. Nawet czarny cień, który nie należy do smolistych czerni może być spokojnie użyty na co dzień.
ZAPACH: paletę mam powoli pół roku, a ona nadal pachnie klejem i smrodkiem chińskich butów:P
Wyjątkowa zaleta?
Kompaktowość paletki. To jak się prezentuje, a każdy cień ma własną nazwę.
Największa wada?
Zapach to na pewno, bo aż mnie mdli.
Podsumowanie.
Bardzo podoba mi się to co stworzyło Wibo. Neutral Eyeshadow Palette jest lekka i idealna na podróż. Do kosmetyczki wraz z nią zapakowałabym fixer bądź Duraline i mogłabym stworzyć kompletny look: od delikatnego dzienniaczka do mocniejszego wieczorowego glam'u. Paletka daje możliwość stworzenia makijaży w różnych odcieniach od ciepłych do tych o chłodniejszych tonach. Przypuszczam, że najszybciej oczywiście skończy mi się beżowy cień (szkoda, że nie pomyśleli by ten podwoić). Najrzadziej używam kolorów srebra. Często się słyszy, że te cienie uczuliły którąś z dziewczyn. Ja z czystym sumieniem mogę przyznać, iż żadnej reakcji alergicznej nie zaobserwowano. Polecam wszystkim, którzy szukają czegoś dziennego, a makijaż nie zabiera Wam więcej niż 15 minut:)